środa, 4 maja 2011

Jak śliwka w kompot

Przyznaję się bez bicia - poległam. Czy też może uległam. Na grillu co prawda powstrzymałam się od wcinania wspaniale pachnącej karkówki w marynacie staropolskiej, glazurowanych filetów czy popijania wszystkiego coca colą (piwo się nie liczy!). Jednak potem...

Wspominałam o mojej miłości do lodów? Otóż rozciąga się ona także na ciepłe lody, których nie widziałam od wieków w sklepie... aż mnie wczoraj zaatakowały 0_o Jeden taki (25 gram) to co prawda tylko 82 kalorie, ale aż 12,9 gram cukru! Czuję się winna...

Mojemu mężczyźnie również należy się ochrzan. Podczas pobytu u niego, zamiast mnie dopingować, cały czas donosił sobie a to pizzę z mikrofali, a to chipsy... I weź tu, kobieto, schudnij!

W ramach rekompensaty od wczoraj chrupię suszone jabłka. Własnej roboty, przywiezione z zacisza rodzicielskiego domu. 0 cukru, zdrowo, błonnik (który powstrzymuje głód), a do tego tylko ok. 60 kalorii na jedno orientacyjne jabłko! Należy jednak uważać: od zbyt dużej ilości można się pochorować (bóle brzucha, biegunka).

Jabłka do suszenia należy pokroić w cienkie plasterki, po czym (w sezonie grzewczym) położyć grzecznie na kaloryferze, z dala od domowych zwierzaków lub (latem) nawlec na nitkę i suszyć na słońcu, koniecznie w suchym miejscu. O wiele łatwiej mają szczęśliwi posiadacze elektrycznych suszarek do warzyw :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz