piątek, 29 kwietnia 2011

Wielkie Święto Grilla

Święto Grilla, zwane potocznie długim weekendem majowym, obchodzimy wszyscy i wszyscy solidarnie cierpimy na przejedzenie. Jako że sama jutro grilluję, postanowiłam poszukać w miarę nietuczących potraw lub chociaż wskazówek, co i jak, żeby nie przypłacić zabawy dodatkowym centymetrem w biodrach.

Mięsko

Generalnie grillowane mięso jest mniej tłuste niż przygotowywane w inny sposób - cały tłuszcz kapie na węgielki :) Najmniej kaloryczne wydają się być szaszłyki. Małe kawałki mięsa - zwłaszcza z kurczaka, łopatki, cielęciny - na grillu wytopią resztkę tłuszczu i staną się chrupiące i dość chude. Do tego warzywka na wykałaczce i mamy pyszne danie :)

Niezłym pomysłem są również grillowane z ziołami filety z kurczaka.

Rybka

Pominąwszy już sprawę kaloryczności lub jej braku, ryba to po prostu samo zdrowie! Można zrobić szaszłyki, np. z pokrojonej w dużą kostkę ryby, cukinii i pomidorów, można grillować w folii (zwłaszcza pstrągi), albo grillowaną na ruszcie (np. łososia).

Warzywa

Jak się okazuje, grillować można wszystko, co nie jest zbyt twarde. Dla osób narzucających sobie bardziej restrykcyjną dietę to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności.

Najczęściej grilluje się paprykę. Podobno smaczna jest również grillowana cukinia (po uprzednim przyprawieniu), pieczarki, ziemniaki, cebula, a nawet ogórki. Nie poleca się za to marchewki i innych twardych warzyw. One tylko się przypalają ^^'

Dodatki

To to, co w grillu kosztuje najwięcej kalorii. Dipy, sosy, keczupy, marynaty, sałatki, napoje, alkohol, słodycze, chipsy - caaaaała masa tłuszczyku czeka, aby zaatakować.

Po pierwsze, ograniczmy się do sałatki greckiej lub zbliżonej. Jest lekka, o ile nie dodamy za dużo fety, pasuje do potraw z grilla i na ogół smakuje wszystkim.

Po drugie, wybierajmy mięsko bez glazury lub marynaty. Jest o wiele chudsze :)

Po czwarte, dip czosnkowy czy sos można zrobić na bazie naturalnego jogurtu lub, jeśli nie ma wyjścia, majonezu light.

Na piwo, nad czym ubolewam, nie ma sposobu :<

Mam nadzieję, że jutro powstrzymam się od pochłaniania kiełbasy na rzecz szaszłyków i sałatki ^^ Życzcie mi powodzenia.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Lody, lody dla ochłody

Przyznaję się bez bicia - przez Facebooka tyję. Przyczyna jest prosta: na profilu lodziarni Grycan co i rusz ogłaszane są nowe promocje. A to darmowa gałka lodów, a to rożek firmowy, a to cośtam...

Lody Grycana uwielbiam, zwłaszcza sorbety. Promocjom więc nie mogę się oprzeć. Dlatego też wczoraj w swym łakomstwie pochłonęłam aż dwie duże porcje: po 4 gałki + bita śmietana 0_o

Zmotywowana przez wyrzuty sumienia pogrzebałam nieco w internecie i co się okazało? Że lody aż tak kaloryczne nie są! Jak podają dietetycy (bo można znaleźć i tabele dla lodów Grycana):
- jedna gałka to 60 ml lodów
- gałka sorbetu owocowego to 45,6 kcal
- gałka lodów "mlecznych" to ok. 96 kcal
- gałka lodów z dodatkami (bakaliowe itp.) ro ok. 100 kcal

Stąd dwa wnioski: nie powinnam była jeść tyle lodów czekoladowych >_<

I sorbety można wcinać o wiele bardziej bezkarnie :) Dobrze wiedzieć!

Przy okazji dowiedziałam się nieco o lodach jako przekąsce. Przede wszystkim nasz system trawienny przerabia je bardzo szybko, wiec nie zalegają i nie odkładają się w bioderkach ponad miarę :) Do spalenia jednego loda śmietankowego na patyku wystarczy godzina czytania na głos! Podczas gdy do takiej samej porcji frytek trzeba już pobiegać... albo i porąbać trochę drewna.

Najbardziej kaloryczne są lody czekoladowe i podobne oraz lody z bakaliami wszelkiego sortu. Warto z nich zrezygnować... W końcu idzie lato, a sorbet - lekko kwaskowaty i owocowy - orzeźwi nas o wiele lepiej.

Na bitą śmietanę usprawiedliwienia nie mam... ale rezygnacja z czegoś tak pysznego jeszcze nie jest dla mnie ^^'

----

Stan - o dziwo nadal 64 kg :)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Ptysie z kremem

Niedawno zaczęłam swoją przygodę z odchudzaniem. No, tak zwanym odchudzaniem. Sama dieta jest za droga i zbyt czasochłonna jak dla mnie. Ale... kroki podjęłam. Udało mi się, w ciągu tego miesiąca, zrzucić - uwaga uwaga - 0,5 kilograma!

Ten blog jest jednym z podejmowanych przeze mnie kroków ku powrotowi do rozmiaru 38 - ma pomóc się zdyscyplinować.

Przez cały kwiecień nie zbliżyłam się do żadnego fast foodu. A zaznaczam, że zakochana jestem w stripsach z KFC - do tego ich restaurację mam przy wydziale... O dziwo, jakoś powoli przestaje mi tego brakować :)

Uczę się kupować warzywa. W mojej lodówce zagościły pomidory ze szczypiorkiem, które dokładam do obiadu zamiast keczupu :D Majonez zastąpiłam jego wersją light. Wyrzuciłam też parówki, jakkolwiek szkoda, szkoda... Bo na studencką kieszeń nie ma lepszej wędliny.

I tytułowe ptysie z kremem. Uwielbiam je. Mogłabym jeść tylko je. Ale teraz, w tym miesiącu, nawet nie zajrzałam do cukierni pod blokiem.Postanowiłam, że ptyś będzie nagrodą, jeśli wytrzymam w tym ograniczaniu się do 30 kwietnia :)

Co będzie dalej, zobaczymy :)

-----
Stan na dzień dzisiejszy: 64 kg.